Opowieść o kupie, którą każdy z Was powinien poznać [recenzja książki]

Kwestia pracy jelit jest w naszym społeczeństwie sprawą krępującą. Niechętnie dzielimy się w towarzystwie swoimi wrażeniami z pobytu w toalecie, nie rozmawiamy o tym nawet z własnymi rodzicami, dziećmi, partnerami. Mało tego, kupujemy urządzenia sanitarne pozbawione tak praktycznej przecież półki, wyposażone w automatyczną spłuczkę i podmywacz, nie pozwalające choćby kątem oka zerknąć na własny produkt przemiany materii. Tak więc my sami nawet przed sobą wstydzimy się rozważań na temat kupy. O wiele chętniej rozmawiamy o seksie, infekcjach narządów intymnych, a nawet o wymiocinach, aniżeli o stolcu, tak istotnym elemencie codziennego życia. W towarzystwie dolegliwości jelitowe kwitujemy krótką wzmianką o bólu brzucha, a już nawet ta kwestia wywołuje zażenowanie i niezręczność. Gdy pytam moją rodzinę lub znajomych o jakość i częstość ich wypróżnień, czasem okazuje się, że nawet nie pamiętają kiedy ostatnio „to” robili. W żadnym wypadku nie oglądają swoich „produktów”, najczęściej jednak w ogóle nie chcą o tym rozmawiać, robią wielkie oczy podejrzewając mnie o jakiś rodzaj skrzywienia psychicznego ;-).

Giulia Enders Historia wewnętrzna. Jelita

Pruderia ta zanika chwilowo u większości kobiet w okresie rozrodczym, kiedy to o częstotliwości, jakości i odcieniach wypróżnień niemowląt potrafimy rozprawiać godzinami. Zdajemy sobie wówczas sprawę, iż jakość kupy odzwierciedla stan zdrowia malucha. Ale czy jesteśmy na tyle inteligentne, żeby wydedukować, iż „dorosły” stolec ma taką samą wagę? Śmiem wątpić, niestety.

Tak jak kiedyś, w związku z zapotrzebowaniem na edukację seksualną, której nie można było otrzymać w domu ani w szkole, powstawały czasopisma typu „Bravo” i „Bravo Girl”, tak teraz, w odpowiedzi na potrzebę dokształcenia społeczeństwa w zakresie fizjologii, powstają książki takie jak ta. No, może to akurat dość karkołomne porównanie, gdyż poziom niniejszej pozycji literackiej przewyższa wspomniane czasopisma o lata świetlne, w każdym razie cel jest ten sam – edukacja w bardzo ważnej sprawie. Wszak kupa to zwieńczenie piękna i geniuszu ludzkiego organizmu, który choćbyśmy nie wiem jak wiele kłód pod nogi mu rzucali, ostatecznie zawsze dąży do tego, by wszystko co niezbędne przyswoić, zaś to, co niepotrzebne bądź szkodliwe, wydalić.

Ale ta książka, żeby nie było, nie traktuje jedynie o formach, rozmiarach i częstotliwościach wypróżnień (choć rozdział konkretnie tym aspektom poświęcony jest również arcyciekawy). Anatomia i fizjologia układu trawienia objaśniona w niezwykle przystępny sposób, ludzkim językiem zrozumiałym dla każdego (nie tylko dla szalonego naukowca), w dodatku okraszona sporą dawką humoru, to podstawowe przesłanie niniejszej pozycji literackiej.

Historię wewnętrzną czyta się z wypiekami na twarzy – bynajmniej nie spowodowanymi zawstydzeniem w wyniku poruszania intymnych aspektów życia, ale zaskakującymi faktami, zapierającymi dech w piersi zjawiskami zachodzącymi tuż pod warstwą skóry, mięśni i tłuszczyku oraz nieustannie trzymającymi w napięciu zwrotami akcji.

Mapa Mózgu Giulia Enders
Zabawne, dopracowane rysunki poglądowe dopełniają kunsztu tej niezwykłej opowieści.

Co ważne, autorka jest doktorantką Frankfurckiego Uniwersytetu. W związku z tym, omawiane zagadnienia oraz przytaczane statystyki odnoszą się do rynku europejskiego, nie zaś, jak to bardzo często bywa w przypadku literatury popularnonaukowej (a nawet naukowej) z zakresu medycyny i fizjologii, do odległego nam tak geograficznie, jak i ekonomicznie oraz mentalnie społeczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Wpływ stanu jelit na mózg i odwrotnie to sprawa oczywista dla znachorów, szamanów oraz chińskich medyków od tysiącleci. Mimo to, naukowcy podjęli się szczegółowego zbadania tej kwestii dopiero przed kilku laty. Dzięki temu, jako takie pojęcie o silnym związku tych dwóch organów, powinien już dziś mieć każdy (pisze się o tym nawet w popularnych czasopismach kobiecych, a nawet podobno ktoś widział wzmiankę na TVN-ie). Autorka dogłębnie wyjaśnia te związki, przytaczając wyniki najnowszych badań, prowadzonych przez szanowanych i niezależnych (czy istnieją jeszcze tacy?) naukowców.

Dlaczego zespół jelita drażliwego leczy się hipnoterapią? Jaki związek ma motywacja ze spożywaniem probiotyków? Gdzie powstaje „ja”? Dlaczego warto mieć w toalecie podnóżek, nawet jeśli się nie ma w domu dziecka? Założę się, że część z Was nawet nie domyśla się, gdzie produkowana jest serotonina oraz jak wygląda skala jakości kupy wg dra Heatona. Jeżeli w dzieciństwie spędzałeś dużo czasu u Babci to być może wiesz, jak sobie radzić z zaparciami domowymi sposobami. Ale czy na pewno zdajesz sobie sprawę z ich genezy oraz groźnych powikłań? Zapewne nie masz również pojęcia, że biorąc pod uwagę liczbę komórek tylko 10% Ciebie to tak naprawdę Ty. Pozostałe 90% stanowią mikroorganizmy i ta zasada odnosi się do każdego, bez względu na wiek, płeć czy stan zdrowia. Choć oczywiście, zależnie od wymienionych, jak również wielu innych czynników, jak masa ciała, przynależność etniczna czy miejsce zamieszkania, skład jakościowy mikrobiomu różni się u każdego.

skala dr Heaton
Skala kupy wg dra Heatona. Która jest Twoja? 🙂

Kończę powoli, gdyż nie ma to być rozprawka na zaliczenie, a jedynie krótka recenzja fascynującej książki. Podsumowując, pozycja obowiązkowa nie tylko dla studentów kierunków okołomedycznych, ale również adeptów medycyny, u których to kwestia jelit i w ogóle związku żywienia ze zdrowiem jest, mimo niewyobrażalnej liczby godzin i zakresu materiału, traktowana po macoszemu (tak przynajmniej twierdzą absolwenci, jeżeli obecnie program się zmienił i piszę nieprawdę, daj znać w komentarzu ;-)).

Osobiście uważam, że w tę książkę powinien zainwestować każdy (nie jest droga, a w internetach można często trafić promocję), kto ma na uwadze zdrowie własne oraz swoich bliskich (nawet jeśli niechętnie rozmawiają oni przy obiedzie na temat własnego stolca). A zwłaszcza studenci dietetyki przed kolokwium z układu trawiennego, jako dużo łatwiej przyswajalne i lżej strawne, a także prawdopodobnie dużo więcej wyjaśniające uzupełnienie wiedzy z arcynudnych i arcyniezrozumiałych podręczników
akademickich  :-). Nawet jeśli wydaje Ci się, że nie masz czasu, zaryzykuj – mi pochłonięcie tych 289 stron zajęło zaledwie dwa wieczory (długie to były wieczory, ale jakże owocne!).

Miłego czytania!

Jeżeli podoba Ci się to co piszę (albo Ci się nie podoba, ale jesteś ciekawy/a co jeszcze wyprodukuję), śledź moją stronę na Facebooku lub obserwuj mnie na Instagramie 🙂


PS: Mimo że jestem otwarta na wszelkie odkrycia i chłonę wiedzę z różnych źródeł, nigdy nie traktuję każdej nowej informacji jako prawdy absolutnej i Ty też tak nie rób. Wszystkie materiały zawarte na tym blogu mają charakter jedynie informacyjny i edukacyjny, są wyrazem mojej (Autora) aktualnej wiedzy oraz/lub poglądów, nie stanowią i nie zastępują porady lekarza, dietetyka bądź terapeuty. Autor (czyli ja) nie ponosi odpowiedzialności wynikającej z niewłaściwego zastosowania treści zamieszczonych na blogu.

PSS: Żaden utwór zamieszczony na tym blogu nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób, na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie – bez mojej (Autora) zgody. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa (bez mojej zgody) jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie (i będzie, obiecuję ;-)).

Advertisements

6 Comments Add yours

  1. zobaczzrozum pisze:

    Już jakiś czas temu czytałem tą książkę. Uważam że świetnie wpisuje się w to jaka wg mnie powinna być książka popularnonaukowa. Trudno się od niej oderwać, potrafi zainteresować tematem, ponadto duża część prezentowanych przez nią wyników badań, było bardzo ciekawych, gdy dotarłem do ostatniej strony, było mi żal że to koniec.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Jadwiga pisze:

    witam,ja trochę z innej beczki; niedawno odkryłam strony tego bloga i czytam kolejno z ogromnym zaciekawieniem,(i już zdążyłam go polecić córce i psiapsiółkom 🙂 łącznie z komentarzami. I o tym właśnie teraz chciałam napisać; a że sporo czytania w w/w komentarzach ledwo dotrwałam do końca…ponieważ bardzo rozbolały mnie oczy…(to do autorki bloga) nie absolutnie złych intencji, jedynie myślę ze ten rozmiar trzcionki na czarnym tle jest winowajcą…dodam ze nie noszę okularów i czytam wszystko bez problemów…moze jednak lepiej tradycyjnie? czarne na białym tle??? być może tylko ja sie spotkałam z takim dyskomfortem a może jeszcze sie nikt nie wyrwał z tą refleksją?
    p.s. Pozycję „o kupie” też z pewnością przeczytam i ogromnie jestem ciekawa tych „lepszych ksiązek” w tym temacie 🙂 czekam z niecierpliwością…
    pozdrawiam Jadźka

    Lubię to

    1. Witaj Jadwigo 🙂 wybacz, że tak późno odpisuję na Twój komentarz, ale trochę mnie nie było… Bardzo się cieszę, że podoba Ci się mój blog i dziękuję za cenną uwagę. Szczerze mówiąc, ja też odczuwam pewien dyskomfort przy czytaniu komentarzy 😉 Chciałam to zmienić od razu, jednak moje moje umiejętności techniczne odnośnie do tworzenia bloga są jeszcze w powijakach, w związku z czym nie wiedziałam za bardzo jak się do tego zabrać. Ale skoro również od Czytelników płynie taka refleksja, mam teraz większą motywację, żeby się do tego zabrać. Pozdrawiam!

      Lubię to

  3. lachudrak pisze:

    A ja powiem szczerze, że kompletnie nie rozumiem zachwytu nad tą książką, który podziela również o zgrozo wielu dietetyków z tego co zauważyłem, bo wszyscy ją sobie polecają. Przeczytałem ją a jakże! i w dodatku zmarnowałem coś koło 25 zeta. Czemu tak piszę? Bo przez większość książki czułem niesamowite zażenowanie:) i to nie bynajmniej z powodu przysłowiowego „stolca”, o którym było bardzo dużo:) Czułem się zażenowany ogólnym poziomem – miałem wrażenie, że jest napisana dla uczniów podstawówki, a co najwyżej pierwszej klasy gimnazjum, czyli bardzo słabo merytorycznie. Owszem przysłowiowemu Kowalskiemu (o zerowej wiedzy na temat trawienia) może się nawet spodoba i zaciekawi, ale już osoba, która choć odrobinę się orientuje w temacie, raczej tę pozycję potraktuje z przymrużeniem oka. Mnie osobiście irytowało takie podejście typu przykładowo: bardzo ważne są bakterie jelitowe, ale nie mamy się co o nie zamartwiać, bo one sobie zawsze ze wszystkim radzą – oczywiście dokładnie nic takiego tam nie było, tylko podaję przykład mega optymistycznego zapatrywania na działanie przewodu pokarmowego, czyli że generalnie absolutnie przeciętny Kowalski nie ma co się przejmować, że coś może nie działać ok, bo nasz przewód pokarmowy to super maszyna, która sobie ze wszystkim poradzi (chodzi mi o generalny wydźwięk tej książki). Hmmm nie wiem czy to jasno napisałem…Uważam, że to mogłaby być mega ciekawa pozycja, jakby opisywała co własnie w trawieniu może pójść nie tak i z czym są związane tego konsekwencje, a nie tylko opisywanie jak super to wszystko działa, bo to wyłącza czujność i moim zdaniem wcale nie podnosi jakoś szczególnie świadomości ludzi. Takie po prostu jest moje ogólne wrażenie po przeczytaniu tej książki, szczegółów za wiele nie pamiętam, bo szybko je wyrzuciłem z pamięci szczerze mówiąc:) Poza tym rozdział o problemach żołądkowych-moim zdaniem niedopuszczalne, że autorka poleca leki z grupy IPP (w sensie nie widzi nic złego w ich stosowaniu, nie przestrzega, że mogą szkodzić). Reasumując, jest wiele książek o wiele lepszych niż „Historia wewnętrzna”, które opisują laikom co się dzieje w „naszych kiszkach”. pozdrawiam

    Lubię to

    1. A ja się zachwycam, zarówno samą książką, jak i postacią autorki. I zaraz napiszę dlaczego. Uważam, że Giulia Enders (wraz z siostrą) odwaliła kawał dobrej roboty, wprowadzając na salony temat, o którym publicznie raczej się nie mówi (choć ostatnio coraz częściej). Zgadzam się z Tobą, że lektura może pozostawić pewien niedosyt. Wątek często urywa się w niespodziewanym momencie i rzeczywiście, nie wszystkie kwestie zostały tu omówione dogłębnie. Ale umówmy się, statystyczny Kowalski, a raczej Müller, bo to dla niego pierwotnie przeznaczona była ta publikacja, o fizjologii układu trawienia wie niewiele. Skąd miałby to wiedzieć, skoro nawet jego lekarz nie bardzo ogarnia temat? A jednak to właśnie ze statystycznych obywateli w głównej mierze składa się nasze społeczeństwo. Dlatego właśnie uważam, że w ogólnym rozrachunku „Historia wewnętrzna” spełnia swoje zadanie. Dla osób nieobeznanych z tematem stanowi łatwostrawne wprowadzenie, natomiast dla tych bardziej wtajemniczonych – rozrywkową lekturę na jesienne wieczory. Jeśli zaś chodzi o inhibitory pompy protonowej to być może coś przeoczyłam, ale nie przypominam sobie, aby w którymkolwiek rozdziale były polecane jakiekolwiek leki :-/.

      Nie sądzę aby brak informacji na temat możliwych powikłań i groźnych konsekwencji zaburzeń trawienia usypiał czujność. Raczej motywuje to do poszukiwania innych źródeł i pogłębiania wiedzy, ale ziarno zostało już zasiane, a taki był w mojej opinii cel autorek. Gdyby ta pozycja miała w naprawdę wyczerpujący sposób opisać wszystkie zależności zachodzące w przewodzie pokarmowym, wliczając w to dopiero od niedawna badany udział mikroorganizmów w życiu wewnętrznym człowieka, musiałaby liczyć nie niespełna 300, ale grubo ponad 2000 stron, a i to by pewnie nie wystarczyło dla wyjaśnienia wszystkich niuansów. Chyba się ze mną zgodzisz, że statystyczny Polak raczej nie sięgnąłby po takie tomiszcze? 😉

      Chcę wierzyć, że zamysł autorki nie był taki, aby poprzestać na tym krótkim wprowadzeniu, ale póki co i tak uważam, że książka spełnia swoją rolę. Być może jestem w błędzie, gdyż nie bardzo mam się do czego odnieść. Piszesz, że znasz lepsze tytuły z tego zakresu, napisane w podobnej konwencji. Podziel się z nami, chętnie się z nimi zapoznam, przypuszczam też, że wiele innych osób tu zaglądających skorzysta :-). Może wtedy przestanę się zachwycać tą 🙂
      Pozdrawiam

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s