Banalnie proste sposoby na nadciśnienie, więc po co w ogóle bierzesz jakieś leki??? cz.1

Nadciśnienie jest dolegliwością coraz modniejszą w cywilizacji Zachodu, po 60-tce stanowi wręcz wartość dodaną do spotkań towarzyskich przy okazji świąt rodzinnych czy też religijnych, kiedy to rozprawianie o własnych chorobach i przelicytowywanie się dolegliwościami stanowi świetną rozrywkę. Trochę to śmieszne, żałosne i smutne zarazem, a jednak najstraszniejszy wydaje się być w tym wszystkim fakt, iż wysokie ciśnienie tętnicze krwi to już nie tylko domena znerwicowanych seniorów, ale również osób w Twoim wieku, a nawet w wieku Twoich dzieci.

Skąd to się bierze?

Przyczyn tego zjawiska jest wiele. Lenie będą zwalali na czynniki genetyczne, cholerycy na wszechobecne stresory, emeryci na wiek, dekadenci na złą karmę. Ja jednak z całą pewnością, bez podpierania się jakimikolwiek dowodami naukowymi (mimo iż cały ich wachlarz dostępny jest na jedno kliknięcie w wyszukiwarce Google), mogę stwierdzić, że w większości przypadków za przewlekle podwyższone wartości ciśnienia tętniczego odpowiedzialny jest śmiercionośny styl życia, który prowadzi większość Twoich (ale i moich) znajomych i członków rodziny. Może wyda Ci się zaskakującym fakt, że dokładnie ten sam czynnik wpływa na przywrócenie wartości ciśnienia tętniczego krwi do normy (ach, te normy). Oczywiście, że nie od razu, w przeciwieństwie do tabletki zakupionej u farmaceuty. Na pewno nie po jednym czy dwóch dniach zmiany sposobu żywienia, myślenia i funkcjonowania, choćby ta zmiana była dogłębna i drastyczna. Ale czy doprowadziłeś się do tej choroby w jeden czy dwa dni? Założę się, że nie.

leki-hipotensyjne
To Twój wybór, który rodzaj leku wybierzesz.

Nadciśnienie tętnicze jest zazwyczaj wynikiem wieloletniego, konsekwentnego pogwałcenia praw Natury i może przez dekady przebiegać bezobjawowo. Dopóki przypadkiem nie zetkniesz się z ciśnieniomierzem przy okazji krajowych dni promocji zdrowia finansowanych ze środków unijnych, bądź też na niedzielnym obiedzie u Babci/Teściowej, możesz żyć w błogiej nieświadomości, jako teoretycznie zdrowy, acz nie do końca jednak szczęśliwy człowiek.

Jeżeli jednak zetkniesz się z tym urządzeniem, będącym wszak domeną osób starszych (bo któż by się martwił o swoje zdrowie zanim przekroczy 60-tkę?) i wynik wskaże 130/80 mmHg lub więcej, weź się za siebie póki czas, bo lepiej już raczej nie będzie. Jeśli nie zaczniesz działać, wkrótce Twoje ciśnienie wzrośnie do 140/90, a wtedy już pozamiatane: dostaniesz diagnozę, receptę i krzyżyk na drogę. Raczej lekarz nie powie Ci, że można to wyleczyć. Jeżeli trafisz na pasjonata, być może wspomni o tym, że jest szansa pozostania przy jednym tylko leku hipotensyjnym, jeśli tylko będziesz stosować się do zaleceń żywieniowych z ulotki. Jeżeli zaś jesteś szczęśliwym posiadaczem prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego to być może nawet Twój lekarz, w przypływie dobrej woli, wyśle Cię do dietetyka. Oczywiście, trochę przesadzam jak zwykle, ale faktem jest, że nadciśnienie często bywa diagnozowane niejako na wyrost. Jednorazowy pomiar ciśnieniomierzem w gabinecie lekarskim niewiele mówi o stanie układu krążenia danego Pacjenta. Wynik może się różnić zależnie od pozycji badanego, od ułożenia jego ramienia, od jego reakcji na długie oczekiwanie w kolejce pod gabinetem, a także stresu związanego z samą wizytą u lekarza (któż przepada za takimi wizytami, chyba jedynie hipochondrycy) oraz wielu innych czynników. Dopiero wówczas, gdy pomiar wykonasz kilka razy dziennie, w naturalnych warunkach i przyjaznym otoczeniu, a w ciągu 6 miesięcy wyniki będą wskazywały na nieprawidłowości (zalecenia WHO), dopiero wtedy powinieneś się martwić. No, ale lepiej dmuchać na zimne, dlatego właśnie powstał ten post, żebyś nigdy nie musiał być skazany na uciążliwość noszenia przy sobie ciśnieniomierza przez bite 6 miesięcy.

Optymalna wartość ciśnienia różni się zależnie od osoby, wszak każdy z nas jest inny i obciążeni jesteśmy różnorakimi zestawami czynników ryzyka. Podręcznikowy wynik pomiaru wynosi 120/80 mmHg, aczkolwiek najlepiej zejść jeszcze kilka milimetrów niżej, ażeby mieć jakiś zapas na wypadek nieoczekiwanego stresu. Tak mówi się na świecie, oficjalnie, w telewizji i w gazetach. Jakkolwiek, pojawiają się ostatnio donosy, jakoby ciśnienie 90/60 mmHg byłoby tą wartością najwłaściwszą. Szaleństwo. Czyżby analitycy oszacowali, że za kilka lat braknie nam Pacjentów z nadciśnieniem i właśnie dlatego kolejne normy będą obniżane?

cisnieniomierz.jpg
Ciśnieniomierz – źródło stresów i błędnych diagnoz?

Wspomniałam już o tym, że przyczyną nadciśnienia jest niekiedy błędnie postawiona diagnoza, a co z pozostałymi czynnikami? Ostrzegam, że nie jest ich mało. Czynniki genetyczne, stres, nadwaga i otyłość, nadmiar sodu, tłuszczów nasyconych i trans, cukru, a także rafinowanych zbóż w diecie, wysokie stężenie cholesterolu, niedobory pokarmowe (zwłaszcza omega-3, magnezu, witamin z grupy B, witaminy C), zaburzenia funkcji nerek i naczyń nerkowych (zwiększenie ilości płynów w krwiobiegu), kofeina, alkohol, nikotyna i inne narkotyki, nadczynność i niedoczynność tarczycy, nadczynność przytarczyc,  nietolerancje pokarmowe, uszkodzenia tętnic, blaszka miażdżycowa tworząca się na ścianach tętnic (światło naczyń ulega wówczas zwężeniu, ciśnienie wzrasta i uszkadza śródbłonek tętnic, co ułatwia osadzanie się blaszki miażdżycowej i koło się zamyka), gęstość krwi, cukrzyca, zaburzenia hormonalne, bezdech senny, zespół Cushinga, akromegalia, hiperaldosteronizm, guz chromochlonny, zespół rakowiaka, koarktacja aorty, stan przedrzucawkowy, rzucawka, ostry stres (oparzenia, alkoholowy zespół abstynencyjny), hipoglikemia, stan pooperacyjny, leki, środki antykoncepcyjne, metale ciężkie, otyłość brzuszna i jeszcze kilkanaście by się znalazło, wybacz, że o nich nie wspomnę ze względu na oszczędność czasu mojego i Twojego.

Niektóre badania wskazują również zależność pomiędzy wysokością ciśnienia tętniczego krwi a poziomem witaminy D w organizmie. Wartość ciśnienia zmienia się zarówno zależnie od pory roku, jak i w miarę oddalania się od równika, niezależnie od wieku i przynależności etnicznej. Można to powiązać jednak również ze sposobem żywienia. Wszak zimą jada się na ogół cięższe, tłustsze potrawy, bardziej przetworzone, latem zaś, kiedy dostęp zarówno do słońca, jak również do świeżych warzyw i owoców jest w zasadzie nieograniczony, zaopatrujemy się nie tylko w drogocenną, naturalną witaminę D, ale również szereg innych witamin i mikroelementów, niezbędnych dla zachowania zdrowia, także układu krążenia.

Jak to działa?

Mając na uwadze powyższe, dr Zaidi podsumowuje, iż u większości osób, nadciśnienie rozwija się wskutek trzech czynników, do których należą: insulinooporność, nadmierna aktywność układu renina-angiotensyna-aldosteron oraz reakcja organizmu na impulsy odbierane przez układ nerwowy.

Renina jest substancją chemiczną wytwarzana przez organizm i bierze udział w produkcji angiotensyny – hormonu powodującego wzrost ciśnienia krwi. Układ renina-angiotensyna aktywowany jest, gdy w organizmie brakuje wody, a także wtedy, gdy stężenie witaminy D we krwi spada poniżej poziomu 30 ng/ml. Wtedy to, dostępna woda zaczyna być magazynowana gdzie się da (m.in. w nerkach) i jednocześnie nasila się wchłanianie sodu, który pomaga tę wodę utrzymać. Zamiast więc jeszcze bardziej ograniczać spożycie sodu i stosować moczopędne leki wystarczy niekiedy porządnie się nawodnić, aby trwale obniżyć ciśnienie krwi. Angiotensyna z kolei pobudza wydzielanie aldosteronu – związku redukującego poziom potasu we krwi i jeszcze bardziej podwyższającego ciśnienie. Wiem,  to skomplikowane, ale mam nadzieję, że nieco rozjaśniłam zagadnienie.

Z insulinoopornością pójdzie zapewne nieco łatwiej, bo jest to obecnie temat na topie, więc prawdopodobnie co nieco kojarzysz. Insulina jest wytwarzana przez wyspecjalizowane komórki trzustki w wyniku wzrostu poziomu glukozy we organizmie(najczęściej następuje to po posiłku). Zadaniem tego hormonu jest dostarczenie glukozy do komórek mięśniowych, tłuszczowych i wątrobowych, co obniża jej stężenie we krwi. Gdy jednak skoki glukozy następują zbyt często i zbyt gwałtownie, insulina produkowana jest w coraz większych ilościach i w końcu nawet komórki tłuszczowe nie chcą już się z nią kontaktować, co nazywamy właśnie insulinoopornością. W efekcie mamy podwyższony poziom glukozy, jak i insuliny w organizmie. Nadwyżka insuliny prowadzi do zatrzymywania soli oraz wody w nerkach, co powoduje wzrost ciśnienia krwi.

A skąd się bierze depresja jesienno-zimowo-wiosenna? Wiadomo, z niedostatku witaminy D w organizmie. Jej niedobór zwiększa skłonność do melancholii oraz podatność na stres, który z kolei podnosi ciśnienie. W obliczu tych smutnych faktów radosna nowina jest taka, że witamina D radzi sobie ze wszystkimi wymienionymi czynnikami. Likwiduje depresję, redukuje insulinooporność, a także hamuje aktywność układu renina-angiotensyna-aldosteron, poprzez kontrolę wydzielania reniny. Wykazano, że zarówno suplementacja, jak i naświetlanie promieniami UVB powoduje wzrost stężenia witaminy D we krwi. Hurra!

slonce-leczy.jpg
Słońce leczy. Takie górskie jeszcze lepiej, bo jest bliżej :-).

Witamina D, poza właściwościami hipotensyjnymi, likwiduje również stany zapalne, zwiększa syntezę tlenku azotu (tlenek azotu jest dla nas dobry, bierze na przykład udział w procesie erekcji członka ;-)), poprawia funkcję śródbłonka naczyń krwionośnych i elastyczność tętnic, zmniejsza przerost mięśni gładkich naczyń, reguluje gospodarkę elektrolitową i objętość krążącej krwi.

Jak już wcześniej pisałam, nadciśnienie najczęściej przebiega bezobjawowo. W zaawansowanym stadium choroby możemy spotkać się z takimi symptomami, jak: częste bóle głowy, krwawienie z nosa, kołatanie serca, zaburzenia widzenia, zawroty głowy, bóle w klatce piersiowej, duszności, przewlekłe zmęczenie, szybkie męczenie się, zaburzenia snu, czyli pełen zestaw dolegliwości, które mogą świadczyć praktycznie o każdym schorzeniu. Jeżeli jednak któraś z nich nie jest Ci obca to niezależnie od wyniku na ciśnieniomierzu, świadczy to o zaburzeniach w funkcjonowaniu organizmu i należy natychmiast przedsięwziąć kroki, mające na celu usunięcie przyczyn tychże objawów.

Co Ci grozi, jeśli tego nie zrobisz?

Jeśli nie obniżysz swojego ciśnienia na czas, masz bardzo dużą szansę na dołączenie do rosnącego grona rodaków, skazanych (bo tak chcą) do końca życia na leki (trucizny) i skutki uboczne działania tych leków, niwelowane przez kolejne leki, prowadzące niekiedy do bardzo poważnych powikłań zdrowotnych, ze śmiercią włącznie. Najbardziej powszechne powikłania nieleczonego nadciśnienia to: choroba niedokrwienna serca, zawał serca, niewydolność serca, ale również udar mózgu, niewydolność nerek, przyspieszona miażdżyca, przerost lewej komory serca, zwiększenie sztywności tętnic, upośledzenie czynności nerek z niewydolnością włącznie, rozwarstwienia aorty, tętniaki, uszkodzenia siatkówki z utratą wzroku włącznie.

Obniżenie ciśnienia jest banalnie proste

Obniżenie ciśnienia jest banalnie proste, o ile nie towarzyszą mu inne choroby i nie bierzesz przewlekle żadnych leków (czy istnieją jeszcze tacy pacjenci?). W przeciwnym wypadku terapia trwa po prostu nieco dłużej i efekty nie są aż tak spektakularne, ale nie jest to niemożliwe. Wręcz przeciwnie, jest to bardzo przyjemne i niezbyt trudne w wykonaniu.

Po pierwsze, i dotyczy to wszystkich osób z nadciśnieniem, bez względu na to czy są w grupie ryzyka czy nie, czy „leczą” się już u jakiegoś farmaceuty, czy są obciążone innymi objawami, etc., etc. Dla wszystkich tych osób najprostszą receptą na nadciśnienie jest po prostu schudnąć z deczka. Wiem, wiem, to nie takie proste, bo praca, bo stres, bo dzieci, bo tarczyca, bo wiek, bo hormony… serio? To tylko pozornie wydaje się trudne, biorąc pod uwagę fakt, że jako alternatywę możesz wybrać uciążliwe, ryzykowne i kosztowne korzystanie z syntetycznych leków do końca życia. Nikt nie każe Ci od razu zrzucać 20 kilo nadwagi w 1 miesiąc, ale już pozbycie się zaledwie 5 kg tłuszczu daje efekty w postaci redukcji nadciśnienia. Tak naprawdę, zrzucenie nadwagi, jeśli ją posiadasz, zapewni Ci nie tylko korzyści wizualne i emocjonalne, ale przede wszystkim zdrowotne. To dlatego tak wiele osób, które decydują się na dietę Dąbrowskiej w ramach odchudzania przed weselem (co swoją drogą uważam za niezbyt mądry pomysł, gdyż nie jest to dieta odchudzająca), nagle zdrowieje z chorób przewlekłych i jest tym faktem wielce zaskoczonych. Albo podejmują post zdrowotny w celu wyleczenia niepłodności, a przy okazji odchodzi im cukrzyca, insulinooporność i reumatoidalne zapalenie stawów ;-). Ale nie o tym mam dziś pisać. U kolejnej części osób, u których nadciśnienie wiąże się z nadmiernych spożyciem sodu, tłuszczu i cukru już sama rezygnacja z produktów przetworzonych daje spektakularne efekty. Serio, sama rezygnacja ze spożywania przetworzonych produktów, bez rezygnacji z dosalania zupy, słodzenia herbaty i  smażenia kotletów (choć każda z tych praktyk jest zgubna w swych skutkach, więc lepiej zrezygnuj i z tego). U pozostałej większości osób pomocne okazuje się niwelowanie stresu lub wstanie z kanapy kilka razy w tygodniu.

fast-food-nie-jedz-tego
Czasem wystarczy, żebyś tylko przestał jeść to, a Twoje ciśnienie wnet wróci do normy :-).

Jeśli naprawdę zależy Ci na Twoim zdrowiu i oprócz obniżenia swojego ciśnienia chcesz również pozbyć się innych schorzeń i oczyścić organizm z zalegających od lat złogów, poczytaj o poście zdrowotnym dr Dąbrowskiej. Już po kilkunastu dniach diety warzywno-owocowej można zauważyć znaczne obniżenie ciśnienia tętniczego krwi, a także szereg innych korzyści z zakresu zdrowia fizycznego oraz psychicznego (ja na przykład zaczęłam pisać ten blog ;-)).

Podsumowując, najprostszym sposobem na pozbycie się nadciśnienia jest (do wyboru): schudnięcie o zaledwie kilka kilogramów (bardzo łatwo, można w miesiąc zgodnie z wytycznymi), zaprzestanie stołowania się na mieście i w hipermarketach lub nie przejmowanie się zbytnio otoczeniem. No, chyba że już to zrobiłeś, a nawet zrzuciłeś kilka kg, a ciśnienie nadal stoi w miejscu, choć wątpię. Ale jeśli tak się zdarzyło, czytaj dalej.

Proszę się nie denerwować!

To chyba najczęstsza rada słyszana przez ciśnieniowców w gabinecie lekarskim. Już sam fakt umówienia się na wizytę stanowi czynnik stresujący, a co dopiero odstać swoje w kolejce, wejść do gabinetu, dostać diagnozę i receptę. I jak tu się nie denerwować? Do tego jeszcze dzieci/wnuki niegrzeczne, czasu za mało, praca niewdzięczna, okna nieumyte, mąż wiecznie nienajedzony. Zatrzymaj się na chwilę i zrozum, że tak naprawdę masz znikomy wpływ na to, co dzieje się wokół Ciebie. Możesz jedynie minimalizować ryzyko, pracując nad tym, co dzieje się w Tobie. Pomyśl,że te wszystkie stresory atakujące Cię ze wszech stron nie mają najmniejszego znaczenia. Nie znikną, kiedy będziesz się nimi przejmować. Po prostu ignoruj je i ciesz się życiem takim, jakie jest. Bo masz tylko jedno. Nawet jeśli okaże się, że jednak jest ich więcej, i tak w następnym nie będziesz pamiętał tego poprzedniego. No, chyba że jesteś wyjątkowo religijny i wierzysz, że za cierpienia na tym łez padole zostaniesz wynagrodzony po śmierci. Wtedy droga wolna, stresuj się i zamartwiaj ile wlezie, a wkrótce trafisz do tego lepszego świata.

Co zrobić, żeby się nie stresować? Przeszukaj miliony sposobów na stres, jakie oferuje Ci wyszukiwarka internetowa i znajdź wśród nich ten, który odpowiada Ci najbardziej. Który nie będzie kolidował z Twoimi godzinami pracy, brakiem czasu i pieniędzy lub innymi popularnymi wymówkami. Osobiście polecam jogę, gdyż dzięki niej dostaniesz wszystko w jednym pakiecie: redukcję stresu, obniżenie ciśnienia, zmniejszenie masy ciała,  poczucie spełnienia, detoksykację i może nawet odechce Ci się jeść przetworzonego syfu z hipermarketów.

Również masaże działają cudownie odstresowująco. Nie należy to do rozrywek najtańszych, jednak uważam, że każdy powinien pozwolić sobie na relaksujący masaż przynajmniej raz w miesiącu. Zwłaszcza aromaterapeutyczny, gdyż olejki zapachowe wchłaniają się przez skórę i działają kojąco na układ nerwowy. Jeśli naprawdę krucho u Ciebie z kasą, poproś lekarza o skierowanie na rehabilitację z powodu przewlekłego bólu kręgosłupa (ja tak robię raz w roku, bo tyle mi przysługuje). Albo (jeśli jesteś samotna) poszukaj partnera po fizjoterapii , ewentualnie swemu aktualnemu sprezentuj pod choinkę podręcznik masażu dla początkujących ;-).

Rusz pupę z tej kanapy!

Wykonywanie ćwiczeń fizycznych. To sformułowanie, zalecane niekiedy przez lekarzy próbujących wyjść poza procedury, napawa mnie zgrozą i przerażeniem. Kiedy tylko słyszę o wykonywaniu ćwiczeń fizycznych, od razu nic mi się nie chce. Jak to w ogóle brzmi? Już samo to sformułowanie sugeruje, że jest do wykonania jakaś ciężka praca fizyczna. Znam wiele osób, które lubią sport, piesze wycieczki, jazdę na rowerze, trenują, spacerują, biegają, praktykują jogę, pracują w ogródku, ale nie znam NIKOGO, kto przepadałby za wykonywaniem ćwiczeń fizycznych. Jeżeli jesteś jednym z tych masochistów, chwała Ci za to, wykonuj te swoje ćwiczenia. Jeśli jednak należysz do przeważającej większości osób, które to sformułowanie napawa strachem, po prostu rusz się odrobinę i rób to, co lubisz, tylko nieco bardziej aktywnie. Na przykład napinaj mięśnie brzucha przy wycieraniu kurzu, uprawiaj miłość z mężem lub żoną nie tylko w sobotę po kilku drinkach, ale również na co dzień, użyj czasem schodów zamiast windy, idź z psem na spacer, a nie tylko przed blok, zaopatrz się w wózek zakupowy i przejdź się na targ pieszo zamiast jechać samochodem, pojedź do pracy rowerem zamiast autobusem. Zanim się obejrzysz, przyjdzie Ci ochota na wspinaczkę, jogging, kick-boxing albo basen. I to wszystko bez jednej chwili wykonywania tak znienawidzonych przecież ćwiczeń fizycznych :-).

Teraz być może Cię zaskoczę, ale… Szwajcarscy lekarze wykorzystują saunę do leczenia nadciśnienia. Regularne wizyty w saunie normalizują zarówno zbyt niskie, jak i zbyt wysokie ciśnienie. Optymalnie jest odwiedzać saunę raz w tygodniu. Efekty pojawiają się już po 15 wizytach (bez wprowadzania jakichkolwiek innych zmian w stylu życia). Na układ krążenia wpływa nie tylko wysoka temperatura, ale również wilgotność powietrza. Przed rozpoczęciem tej kuracji warto skonsultować się z lekarzem w celu wykluczenia przeciwwskazań, choć Finowie twierdzą, że  z sauny może korzystać każdy, kto tylko jest w stanie do niej dojść ;-).

sauna-leczy
Sauna odstresowuje, detoksykuje i obniża ciśnienie. Może warto pomyśleć o wstawieniu takiego bajeru do ogródka?

Mierz regularnie ciśnienie tętnicze krwi, aby na bieżąco obserwować poprawę, jaką gwarantuje zmiana dotychczasowego stylu życia. Początkowo wyniki mogą być nieco podwyższone, nie przestrasz się tym, to jest dobre, bo świadczy o wypieraniu nadmiaru sodu z komórek przez magnez i potas.

Chciałam zrobić z tego artykułu takie kompendium wiedzy na temat nadciśnienia, ale nie da się. Tekst rozrósł się do niebotycznych rozmiarów (i rośnie nadal), że nawet nie dotarłam do sedna sprawy, którą pragnęłam omówić, czyli do dietoterapii nadciśnienia. W związku z tym muszę podzielić materiał na części, bo inaczej nikt by nie dobrnął nawet do jego połowy :-). W następnym wpisie pojawią się konkretne zalecenia żywieniowe oraz najlepsze produkty hipotensyjne, które możesz dostać w miejscu innym niż apteka :-).

Aha, na koniec muszę coś wyjaśnić, żeby nie było wątpliwości. Ja nie odradzam nikomu rezygnacji z zaleconej przez lekarza terapii farmakologicznej. W niektórych, skrajnych wypadkach taka opcja może okazać się konieczna. Jednak przewlekłe zażywanie leków nikogo jeszcze nie wyprowadziło z choroby, dlatego warto rozważyć zmianę stylu życia, ażeby w ogóle nie dopuścić do wypisania przez lekarza recepty :-). Lub zmniejszyć dawki, a nawet odstawić leki już zażywane (oczywiście, że pod kontrolą lekarza ;-)).

źródła: A. W. Saul „Wylecz się sam. Megadawki witamin”, G. McKeith „Encyklopedia żywienia”, M. Grzymisławski, J. Gawędzki „Żywienie człowieka zdrowego i chorego”, P. Gajewski „Choroby wewnętrzne”, „Magiczny świat czosnku” wyd. Baobab, M. Tombak „Jak żyć długo i zdrowo”, M. Tombak „Uleczyć nieuleczalne”, M. Tombak „Czy można żyć 150 lat?”, S. Zaidi „Witamina D kluczem do zdrowia”, D.Włodarek „Dietoterapia”, A. Moritz „Ponadczasowe tajemnice zdrowia i odmładzania”

Jeżeli podoba Ci się to co piszę (albo Ci się nie podoba, ale jesteś ciekawy/a co jeszcze wyprodukuję), śledź moją stronę na Facebooku lub obserwuj mnie na Instagramie 🙂


PS: Mimo że jestem otwarta na wszelkie odkrycia i chłonę wiedzę z różnych źródeł, nigdy nie traktuję każdej nowej informacji jako prawdy absolutnej i Ty też tak nie rób. Wszystkie materiały zawarte na tym blogu mają charakter jedynie informacyjny i edukacyjny, są wyrazem mojej (Autora) aktualnej wiedzy oraz/lub poglądów, nie stanowią i nie zastępują porady lekarza, dietetyka bądź terapeuty. Autor (czyli ja) nie ponosi odpowiedzialności wynikającej z niewłaściwego zastosowania treści zamieszczonych na blogu.

PSS: Żaden utwór zamieszczony na tym blogu nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób, na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie – bez mojej (Autora) zgody. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa (bez mojej zgody) jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie (i będzie, obiecuję ;-)).

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. Daria pisze:

    witaj, czy możesz mi powiedzieć,skąd masz informacje o tym, że nasycone tłuszcze prowadza do nadciśnienia? dotarłaś do jakichś badań na ten temat? pozdrawiam

    Polubienie

    1. Hej Daria, witam Cię na moim blogu 🙂

      Wszystkie informacje zawarte w artykule pochodzą z literatury podanej w źródłach, bazującej również na badaniach naukowych. Zwróć proszę uwagę, że nie napisałam, iż tłuszcze nasycone prowadzą do nadciśnienia, a jedynie ich „duży udział”, czyli w moim mniemaniu nadmiar, w dodatku w połączeniu z innymi czynnikami ryzyka (przeformułowałam już to zdanie, żeby nie było wątpliwości co mam na myśli :-)). Podobnie jak sam sód, cukier czy też fakt palenia tytoniu same w sobie nie powodują nadciśnienia, lecz ich nadmiar, w połączeniu z dowolną kombinacją pozostałych czynników, których jest cała lista, MOGĄ prowadzić do powikłań zdrowotnych.

      Odnośnie do tłuszczów nasyconych, przeprowadzono badania potwierdzające słuszność tezy, jakoby miały wpływ na wzrost wartości ciśnienia tętniczego krwi, w innych badaniach z kolei otrzymano wyniki zaprzeczające tej tezie. W dziedzinie żywienia jest to niestety powszechne zjawisko. Wyniki przeprowadzonych badań są zatem na dzień dzisiejszy niejednoznaczne, podobnie jak w przypadku soli, magnezu, cholesterolu, białka zwierzęcego, błonnika i wapnia, co wyjaśniam w drugiej części artykułu, odnoszącej się już stricte do żywienia :-).

      Mam nadzieję, że pomogłam 🙂

      pozdrawiam, Adrianna

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s