Co sobie przywiozłam z Festiwalu Afrykańskiego i czy odkryłam nowy superfood?

Uwielbiam imprezy, gdzie je się i pije nowe rzeczy o obcobrzmiących nazwach, a przy okazji można zaciągnąć się namiastką egzotycznej kultury tudzież sztuki. Na festiwal Dni Afryki wybierałam się od lat, ale dopiero tym razem szczęśliwie nań dotarłam. Koniecznie chciałam kupić sobie jakąś afrykańską kieckę na lato, ale poziom motywacji spadł o 200%, kiedy odkryłam, że wszystkie te cudeńka są made in China zamiast in Africa ;-(. To może chociaż bębenek? Wędrując w labiryncie straganów i stoisk wciągałam nozdrzami aromaty afrykańskiej kuchni (czy aby na pewno afrykańskiej? Hm, kucharze wyglądali na prawdziwych…). Już przy pierwszym punkcie gastronomicznym moja cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę, gdyż szybkość obsługi wołała o pomstę do nieba. Byłam jedynym klientem, a wszystkie dania grzały się w wielkich garach wystawionych na ladzie, gotowe do nałożenia. Przebierałam więc nogami, mając z tyłu głowy wciąż kołaczącą się, wyczytaną gdzieś prawdę, że w Afryce czasu nie liczą (chyba od Waris Dirie to wiem, teraz mi się przypomniało). Ja jednak, jako Europejka z krwi i kości, na liście zadań do odhaczenia miałam jeszcze kilka takich punktów do zaliczenia, plus zakup ceramicznego żółwia z ruszającą się główką, bo sobie Dziecko taki suwenir upodobało. Jadłam same pyszne rzeczy, więc warto było poczekać te kilka(naście) minut na każde z zamówień.

W zasadzie już w drodze powrotnej to było, kiedy zapragnęłam jeszcze koniecznie napić się afrykańskiej herbatki. Napiłam się. Fuj. Sam cukier. Ale sprzedawca nie dał mi tak łatwo odejść. Zaczął wychwalać pod niebiosa ów nektar, wymieniając niezliczone jego cudotwórcze właściwości, a ja łykałam to wszystko jak młody pelikan. W zasadzie nie zapytał mnie nawet czy ja to w ogóle chcę kupić. Zapytał natomiast, czy wybieram całe liście do parzenia zdrowotnej herbatki, czy może sproszkowane, które można dodawać do smoothies, a może obie opcje? Mistrz marketingu. No i, chcąc nie chcąc, wyszłam stamtąd ze słoiczkiem zielonego proszku. Szybko odkryłam, że zakupiłam istny słoik zdrowia, a w zasadzie słoik życia można powiedzieć i chyba odkryłam nowy superfood, jako że wcześniej nie natknęłam się na coś podobnego w żadnym sklepie, nie rzuciło mi się na oczy w żadnych Internetach.

Moringa brzmi jakby znajomo, jednak dowiadując się o jej wyjątkowych właściwościach sama byłam zaskoczona. Ale zacznijmy od początku.

Moringa pochodzi prawdopodobnie z Północnych Indii, gdzie nie tylko jej liście, ale również kwiaty, korzenie, strąki, nasiona, żywica oraz kora, wykorzystywane są od 5000 lat jako źródło pożywienia dla ludzi i zwierząt, środek czyszczący, nawóz, materiał budowlany, środek owadobójczy i grzybobójczy, w kosmetyce, w medycynie ludowej jako lekarstwo na ponad 3000 schorzeń, a także do uzdatniania wody etc., etc. Stamtąd rozprzestrzeniła się na Azję Południow0-Wschodnią, Afrykę, Australię i Oceanię, Bliski Wschód, a także Amerykę Południową.

moringa olejodajna

Co ma w sobie Moringa Olejodajna?

Wartość żywieniowa tej rośliny jest nie do przecenienia. Sproszkowane liście zawierają 7 razy więcej witaminy C niż pomarańcze, 4 razy więcej witaminy A niż marchew, 4 razy więcej wapnia niż mleko (to coś dla tych, postulujących nabiał jako najlepsze źródło wapnia oraz jakoby mleko inne niż matki było dziecku niezbędne do prawidłowego rozwoju), 3 razy więcej potasu niż banany i 2 razy więcej białka niż jogurt. Poniższa tabela przedstawia w miarę dokładne (bo zaokrąglone do jednego miejsca po przecinku) zestawienie zawartości poszczególnych składników odpowiednio w 100 gramach, w jednej łyżeczce (od której zaczynamy suplementację) oraz w zalecanej dziennej dawce, czyli w czterech łyżeczkach proszku.

moringa-sklad

Jak widać, obfitość składników odżywczych w 100 gramach sproszkowanych liści może rzeczywiście oczarować. Ich poziom w spożywanej zwyczajowo dziennej dawce nie prezentuje się już tak okazale, jakkolwiek, gęstość odżywcza tego produktu jest naprawdę imponująca.  Wiadomo, że na potrzeby terapeutyczne dawki są modyfikowane zależnie od potrzeb. Stosowanie suplementacji w postaci sproszkowanych liści moringi nie powoduje żadnych skutków ubocznych.  Po 15 krotnym przekroczeniu zalecanej dziennej dawki nie zaobserwowano toksyczności.

Co istotne, w liściach moringi występują WSZYSTKIE aminokwasy egzogenne, a więc fenyloalanina, izoleucyna, leucyna, lizyna, metionina, treonina, tryptofan, walina, a nawet arginina oraz histydyna, szczególnie istotne z punktu widzenia żywienia niemowląt i małych dzieci, które wykazują znacznie wyższe zapotrzebowanie aniżeli ilość wytwarzana przez ich rozwijające się organizmy. Taka sytuacja w świecie roślin występuje nadzwyczaj rzadko w ramach jednego surowca.

Podczas suszenia liści następuje jedynie niewielka strata składników odżywczych (z wyjątkiem witaminy C, którą jednak możesz czerpać z milionów innych, smaczniejszych źródeł).

moringa olejodajna
A tutaj strąki. Dla nas niestety niedostępne :-(.

Co robi Moringa z ciałem człowieka?

Ta roślina jest tak cudowna, że dzięki wykorzystaniu jej liści możliwe jest zapobieganie głodowi w najbardziej newralgicznych regionach. Poza oczywistą odżywczością, moringa ma działanie przeciwbakteryjne, obniża ciśnienie krwi, stymuluje metabolizm i aktywność jelit oraz wzmacnia system immunologiczny. Poniżej lista przypadków, w leczeniu (lub w prewencji) których skuteczność różnych części drzewa chrzanowego została potwierdzona w mniej lub bardziej licznych badaniach.

  • ochrona przeciwnowotworowa oraz wspieranie terapii (zwłaszcza nowotwór prostaty, skóry oraz chłoniak)
  • nadciśnienie
  • zaburzenia układu trawiennego (wrzody, stany zapalne, biegunki, zaparcia
  • hipercholesterolemia
  • zakażenia bakteryjne, grzybicze, wirusowe, pasożytnicze (zarówno w stosowaniu zewnętrznym, jak i wewnętrznym)
  • cukrzyca, hiperglikemia, hipoglikemia – moringa reguluje i stabilizuje poziom cukru we krwi
  • anemia – moringa wspomaga hemopoezę
  • zaburzenia funkcji tarczycy
  • zatrucia i ukąszenia jadowitych stworzeń – moringa działa detoksykująco na organizm
  • infekcje skórne
  • zaburzenia układu nerwowego (migrena, histeria, padaczka, skurcze)
  • zaburzenia laktacji – moringa zwiększa produkcję mleka zarówno u ludzi, jak i u zwierząt
  • zaburzenia funkcji prostaty
  • obniżone libido
  • stany zapalne układu moczowego
  • detoksykacja organizmu
  • różnego rodzaju bóle (zwłaszcza zębów, gardła, ucha, stawów, głowy)
  • wysoka gorączka
  • osłabiona funkcja układu immunologicznego – moringa wspiera naturalną odporność
  • zaburzenia układu kostno-stawowego (reumatyzm, bóle stawów, obrzęki, artretyzm)
moringa-liscie
Tak wygląda Moringa w realu.

Inne zastosowania drzewa chrzanowego.

Sproszkowane liście moringi są powszechnie używane w celu uzdatniania wody, oczyszczając ją z bakterii i pasożytów (np. larw z rodzaju Schistosoma) i innych szkodliwych substancji. Zmieszane z wodą, stosowane są jako naturalny nawóz przyspieszający wzrost roślin. Ponadto, medycyna ludowa wykorzystuje różne części drzewa chrzanowego od setek/tysięcy lat w następujący sposób:

Herbatka z liści moringi – ułatwia zasypianie i łagodzi zaburzenia snu, a także wrzody, biegunki i inne dolegliwości ze strony układu pokarmowego.

Świeże liście stosowane zewnętrznie łagodzą bóle głowy, zatrzymują krwawienie powierzchownych ran oraz zmniejszają stan zapalny po ukąszeniu owadów (coś jak nasza babka lancetowata).

Korzeń, kora i żywica posiadają takie same właściwości jak liście i owoce, ale jeszcze bardziej skoncentrowane. W Senegalu i Indiach korzenie są kruszone i mieszane z solą. Taki specyfik służy jako okład na bóle reumatyczne i ból nerek. Żywica ma działanie moczopędne i ściągające, jest wykorzystywana w leczeniu astmy. Kora natomiast dominuje w leczeniu zaburzeń pracy jelit.

Olej z nasion drzewa chrzanowego w Omanie jest stosowany przy dolegliwościach żołądkowych i problemach z prostatą, ale również w zabiegach kosmetycznych na twarz, ciało i włosy.

moringa-tree-of-life
Nawet w takim stanie Moringa jest wciąż użyteczna.

Jak to się je?

Zalecana dzienna dawka to 4 łyżeczki dziennie (8 g), dwie rano i dwie wieczorem. Na początku należy jednak zacząć od jednej łyżeczki, aby przyzwyczaić organizm. Proszek można dodawać do soków, koktajli i innych napojów, zup, sosów, potrawek, sałatek, etc., etc. Ważne, aby nie zalewać go gorącą wodą, dla minimalizacji strat. Według źródeł, proszek moringowy przypomina w smaku świeży chrzan (stąd nazwa „drzewo chrzanowe”), mi jednak przywodzi na myśl raczej suszony szpinak zmieszany z zieloną herbatą. Moim zdaniem zupełnie nie przeszkadzający w smaku, zwłaszcza jeśli się go doda do koktajlu bądź soku całkiem niewyczuwalny. Jeśli jednak komuś baaardzo przeszkadza taki smak i wyczuje go nawet po zmieszaniu z owocami (bo niektórzy tak mają, mój Tata na przykład wyczuje czosnek nawet w potrawie, która obok czosnku jedynie stała ;-)), może go zneutralizować przez dodanie soku z cytryny lub zaopatrzyć się w puste kapsułki  i wypełnić je proszkiem.

Proszku z liści można również używać zewnętrznie, jako balsam do ciała lub maska na włosy (po zmieszaniu z olejem, rzecz jasna, na przykład kokosowym).

moringa-powder

To wszystko robi wrażenie, prawda?

Głodnych wiedzy zachęcam do jej pogłębienia:

TU , TUTU i TU

a TUTAJ moringowe przepisy 😉

a jak Ci się nie chce czytać to możesz obejrzeć film, duużo filmów na yt, na przykład TEN na początek albo TEN

Jeżeli podoba Ci się to co piszę (albo Ci się nie podoba, ale jesteś ciekawy/a co jeszcze wyprodukuję), śledź moją stronę na Facebooku lub obserwuj mnie na Instagramie 🙂


PS: Mimo że jestem otwarta na wszelkie odkrycia i chłonę wiedzę z różnych źródeł, nigdy nie traktuję każdej nowej informacji jako prawdy absolutnej i Ty też tak nie rób. Wszystkie materiały zawarte na tym blogu mają charakter jedynie informacyjny i edukacyjny, są wyrazem mojej (Autora) aktualnej wiedzy oraz/lub poglądów, nie stanowią i nie zastępują porady lekarza, dietetyka bądź terapeuty. Autor (czyli ja) nie ponosi odpowiedzialności wynikającej z niewłaściwego zastosowania treści zamieszczonych na blogu.

PSS: Żaden utwór zamieszczony na tym blogu nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób, na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie – bez mojej (Autora) zgody. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa (bez mojej zgody) jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie (i będzie, obiecuję ;-)).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s