Dlaczego nigdy nie lubiłam arbuza i co on ma wspólnego z pomidorem?

Muszę się Wam przyznać do czegoś bardzo krępującego. Tak krępującego, że aż nie przystoi wspominać o tym tutaj, na tym blogu. Otóż, nie lubię owoców. Nie lubię owoców, i teraz uwaga – dlaczego? Nie lubię owoców, gdyż są słodkie. Tak, wiem, jestem dziwna. O ile zdarza się w dzisiejszym świecie, że komuś nie wchodzi mięso, ktoś inny nie toleruje mleka, spotkałam nawet w swoim życiu sporo osób, które nie cierpią warzyw (już się z nimi nie kumpluję 😉 ). Ale owoce? To przecież trochę tak, jakby się przyznać, że się nie lubi sera! (czy istnieje w ogóle ktoś taki?). A ja nie przepadam za owocami, po pierwsze dlatego, że zazwyczaj są słodkie, po drugie dlatego, że bywają soczyste, a ja bardzo nie lubię, jak mi coś ścieka po przedramieniu, zwłaszcza kiedy nie mam pod ręką chusteczki. Jedyne produkty, jakie toleruję w tej grupie żywności to cytrusy (oprócz pomarańczy, bo słodkie), owoce jagodowe, a z egzotycznych ananas i marakuja. Pozostałe przemycam do mojej diety w postaci świeżo wyciskanych soków i koktajli, w których można tę słodycz jakoś zneutralizować.

Arbuz, jako ten najsłodszy i najbardziej wodnisty reprezentant, miał na mojej czarnej liście niechlubną wysoką pozycję. Zaraz obok brzoskwiń (z powodu ściekającego soku) i bananów (z powodu ich beznamiętności). Tak było do niedawna. Dopóki nie odkryłam rewolucyjnych faktów, po poznaniu których jestem pewna, że i Wy zmienicie Wasz dotychczasowy sposób myślenia o kawonie. O czym? No właśnie.

Skąd się wziął arbuz i co ma?

Po pierwsze, zacznijmy od tego, że drugie imię arbuza to kawon, a właściwie kawon jadalny. Już samo to jest zaskakujące, a to dopiero początek rewelacji. Dziki kawon pochodzi z Afryki i tam jego właściwości odżywcze, jak i zdrowotne, znane są już od kilku tysięcy lat. Ludy afrykańskie ochrzciły go „napojem pustyni”. Do Europy zawitał dopiero (!) w XIV wieku. Jeżeli nie wiedzieliście o tym, na pewno wyda Wam się urocze, że jego owoc nazywa się jagodą :-).

Arbuz zawiera:

  • przede wszystkim wodę (92%) – tym więcej im bardziej jest dojrzały
  • łatwo przyswajalne węglowodany oraz nieco błonnika (rozpuszczalnego i nierozpuszczalnego)
  • liczne fitochemikalia: związki fenolowe, flawonoidy, karotenoidy (w tym likopen i beta-karoten – prekursor witaminy A), przeciwzapalne triterpenoidy (w tym cucurbitacin E)
  • aminokwasy (w tym cytrulinę)
  • witaminy: C, witaminy z grupy B (kwas pantotenowy – B5, biotyna – B8, pirydoksyna – B6, tiamina – B1) i inne
  • minerały: potas, magnez, miedź, cynk, żelazo i inne

Jednym z karotenoidów występujących w arbuzie jest likopen – tak, to ten sam fitoskładnik, z którego słyną pomidory. Tutaj jest on jednak wyjątkowo skoncentrowany, a jego zawartość rośnie wraz ze stopniem dojrzałości owocu (podobnie jak zawartość karotenoidów i pozostałych związków). To jemu zawdzięczamy czerwono-różowawą intensywną barwę miąższu. Arbuz jest  ponadto źródłem aminokwasów, w tym cytruliny, która przekształcając się m.in. w nerkach do argininy, wpływa korzystnie na układ krążenia i nie tylko. Na co jeszcze? Dowiesz się w dalszej części tekstu, jeśli dotrwasz ;-).

Uwaga teraz, bo niektórych może ta informacja zaskoczyć – cały arbuz jest zdatny do spożycia i w każdej z jego części znajdują się duże ilości witamin, minerałów i fitochemikaliów. Nie wypluwaj więc pestek! Zawierają żelazo i cynk. Nie są to wprawdzie hurtowe ilości, ale interesujący jest fakt, że przyswajalność tych pierwiastków waha się na poziomie 85-90%, pomimo współwystępowania szczawianów i fitynianów utrudniających zazwyczaj ich wchłanianie. W krajach azjatyckich prażone nasiona arbuza spożywane są jako przekąska lub dodatek do wypieku chleba, z kolei w Ameryce Południowej skórkę kisi się, marynuje lub kandyzuje. Świetna idea dla wzbogacenia moich recyklingowych przepisów ;-). Oczywiście, jeżeli zamierzamy spożywać owoc wraz ze skórką, powinien on pochodzić z uprawy ekologicznej. W nasionach znajdziemy również białko – niewiele, bo 1 gram w 24 nasionach, ale dla osób, które nie spożywają tradycyjnych wysokobiałkowych pokarmów, jak na przykład witarianie, arbuz może stanowić dodatkowe źródło tego składnika.

arbuz2

Co robi arbuz?

  • dzięki bogactwu flawonoidów, karotenoidów oraz triterpenoidów arbuz ma działanie przeciwzapalne i przeciwutleniające. W tej kwestii największą rolę odgrywa likopen, będący inhibiotorem (spowalniaczem, hamulcem) wielu procesów zapalnych oraz antagonistą reaktywnych form tlenu (wolnych rodników). Likopen wpływa korzystnie przede wszystkim na układ krążenia (to zostało już dogłębnie zbadane), natomiast coraz więcej doniesień naukowych pojawia się w związku z jego wpływem również na prawidłowe funkcjonowanie układu kostnego
  • zawartość likopenu w arbuzie jest bardzo stabilna. Pokrojony miąższ przechowywany w lodówce zachowuje 100% swej wartości odżywczej przez 48 godzin, nieznaczny spadek poziomu likopenu następuje dopiero po 7 dniach. Ale kto by tyle czekał, skoro najlepiej smakuje i działa arbuz zjedzony od razu 🙂
  • kolejnym przeciwzapalnym składnikiem arbuza jest cucurbitacin E, należący do triterpenoidów. Ten z kolei neutralizuje działanie reaktywnych form azotu, ponadto wykazuje również właściwości przeciwnowotworowe, poprzez hamowanie niekontrolowanego namnażania się komórek
  • co mnie osobiście zaskoczyło, arbuz jest całkiem niezłym źródłem witaminy C – wprawdzie zawiera jej tylko 10 mg na 100 g, ale jako że jest owocem wodnistym i niskokalorycznym, nietrudno zapewnić sobie realizację połowy dobowego zapotrzebowania na tę witaminę (oczywiście, według oficjalnych norm) jednym tylko koktajlem arbuzowym dziennie
  • Arbuz wpływa pozytywnie na układ krążenia. Ale jak to? Dzieje się tak dzięki licznym procesom uruchamianym w organizmie dzięki podaży cytruliny – aminokwasu który między innymi w naszych nerkach (ale nie tylko, również w komórkach wyściełających naczynia krwionośne) przekształca się do innego aminokwasu – argininy. Syntaza tlenku azotu – enzym występujący w wielu komórkach naszego ciała zużywa argininę do wytworzenia cząsteczek tlenku azotu, który ma działanie zwiotczające. W efekcie naczynia krwionośne rozszerzają się, krew może przepływać swobodniej, zaś ciśnienie tętnicze normalizuje się. Również dzięki temu mechanizmowi zwiększona podaż cytruliny może być pomocna w przypadku zaburzeń erekcji. Czy to znaczy, że wystarczy wypić arbuzowy koktajl dwa razy dziennie, tak jak to ma miejsce w przypadku łykania tabletek, aby automatycznie obniżyć sobie ciśnienie krwi i pozbyć się problemów z erekcją? Niekoniecznie. Jednakże, przy wprowadzeniu odpowiednich zmian w diecie i stylu życia oraz w połączeniu z innymi składnikami hipotensyjnymi, możemy uzyskać podobny efekt. Bez skutków ubocznych.
  • Arbuz odchudza! Udowodnione naukowo! Zwiększona konwersja cytruliny do argininy może również zapobiegać nadmiernemu odkładaniu się tłuszczu w adipocytach (komórkach tłuszczowych). Tak się dzieje na pewno u badanych zwierząt, testów na ludziach jeszcze nie przeprowadzono, ale jest nadzieja ;-).

Jak rozpoznać dojrzały arbuz…

Oczywistym jest fakt, że najłatwiej i najtrafniej jest ocenić dojrzałość arbuza wówczas, kiedy zostanie on już pokrojony. Miąższ powinien być intensywny w swej barwie, pozbawiony białych smug, nasiona także winny mieć barwę intensywną lub być białe (to w przypadku arbuzów bezpestkowych, które wbrew pozorom NIE są tworem inżynierii genetycznej, ale  wynikiem zwyczajnej krzyżówki).

My jednak nie idziemy na łatwiznę i kupujemy zawsze owoce świeże i w całości, prawda? Przy wyborze arbuza w takiej postaci przyda się nieco bardziej zaawansowana wiedza. Przede wszystkim, dojrzały arbuz jest ciężki jak na swój rozmiar. Ten ciężar to woda, której zawartość wzrasta wraz z dojrzewaniem owocu. Im arbuz bardziej dojrzały tym więcej wody ma w sobie i tym więcej zazwyczaj kosztuje (jeżeli kupujemy na kilogramy, nie na sztuki). Jak mało kto zdaję sobie sprawę, jak to może zaboleć, kiedy trzeba zapłacić więcej za samą wodę, ale tak to już jest w naszym kapitalistycznym systemie, że i ser z dziurami kosztuje więcej niż ten bez dziur, z kolei orzeszki solone będą zawsze tańsze niż te bez soli (o ile w ogóle takie dostaniesz). Gdzie tu logika?

Skórka w pełni dojrzałego arbuza jest gładka, lekko matowa. „Dno” arbuza, czyli miejsce, w którym spoczywał on na ziemi (nazwijmy to miejsce roboczo „pupą”) powinien być kremowo-żółty. W żadnym wypadku pupa nie może być biała, zielona, ani biało-zielona – taka barwa świadczy o niedojrzałości owocu. Przeciwny kraniec arbuza (nazwijmy go „głową”) nie może być błyszczący, zaś jego kolor balansować powinien pomiędzy różnymi odcieniami zieleni. Tak więc: pupa kremowo-żółta, głowa w różnych odcieniach zieleni, nie błyszcząca. Już czuję, że płeć męska może mieć z tym kłopot. Jeżeli masz taką możliwość, nie wysyłaj męża po zakup arbuza. To może go przerosnąć ;-).

Jeżeli już jednak tak się zdarzy, że pójdzie i nie ogarnie tematu z kolorami, może posłużyć się starym męskim sposobem i po prostu w arbuz walnąć. Dojrzały owoc odpowie mu głębokim basem, niedojrzały zaśpiewa sopranikiem.

W przypadku kiedy wszystkie wyżej wymienione  sposoby zawiodą, pozostaje jeszcze poprosić sprzedawcę o zademonstrowanie próbki wybranego okazu. W smaku najłatwiej ocenić jakość i stopień dojrzałości. Jest tylko jeden minus tej metody. Nie przeprowadzisz jej w supermarkecie :-(.

arbuz1
Tak wygląda dojrzały arbuz

… i co z nim zrobić po przyjściu do domu?

Najbardziej optymalna temperatura dla „nieotwartego” arbuza to 10-16 st. C. Zarówno cieplejsze, jak i chłodniejsze otoczenie może uszkodzić strukturę owocu, przyspieszyć rozkład oraz wpływać niekorzystnie na jego trwałość i smak. . Dlatego lodówka nie bardzo nadaje się do przechowywania arbuzów w całości. Również kuchnia, w której w najlepszym przypadku temperatura schodzi o tej porze roku do 25 st. C, nie wydaje się być odpowiednim miejscem. No, chyba że masz kuchnię klimatyzowaną, wtedy luz. Czy piwnica się nada? Pewnie tak, ale jaki jest sens znoszenia arbuza do piwnicy, skoro najlepiej zjeść go od razu?

Arbuz nie lubi towarzystwa marakui, brzoskwini, jabłka, gruszki, papai. Te owoce produkują znaczne ilości etylenu, a substancja ta, na którą arbuzy są szczególnie wrażliwe, przyspiesza ich dojrzewanie.

Pokrojony arbuz możemy natomiast przechowywać w lodówce, w szczelnie zamkniętym pojemniku (najlepiej szklanym) do 7 dni. Przed pokrojeniem oczywiście dokładnie myjemy wszystkie owoce. Bez względu na to, czy są ekologiczne czy też nie, należy je myć zawsze, nawet jeśli pochodzą z własnego ogródka. Masz arbuzy w ogródku? Pochwal się w komentarzu :-).

corobikoktajl3.jpg

Jeżeli po zaprezentowaniu powyższej teorii ktoś jeszcze ma wątpliwości co do wartości odżywczej arbuza tudzież kawonu zwyczajnego, z pewnością zmieni zdanie po części praktycznej. Do przygotowania poniższego koktajlu zużyłam ilość arbuza widoczną na zdjęciu tytułowym, czyli około 1/8 małego okazu. Wyszło 304 gramy, a zmiksowane wraz z odrobiną mięty zmieściło się do średniej koktajlówki o pojemności 350 ml.

arbuz3

Porcja widoczna na zdjęciu dostarcza jedynie 97 kcal

i pokrywa dziennie zapotrzebowanie na:

witaminę C w 39%

witaminę B6 w 26%

witaminę B1 w 20%

kwas pantotenowy w 13%

witaminę A w 12%

miedź w 11%

biotynę w 10%

potas w 10%

magnez w 8%

Podsumowując, już wiem dlaczego dotąd nie lubiłam arbuza – po prostu nigdy jeszcze nie próbowałam go pić :-). Od dziś owoc ten zajmie zaszczytne miejsce w mojej lodówce (oczywiście umyty i pokrojony)  i będę po niego sięgać najczęściej jak się da. Tak długo, jak trwa sezon!

Do zobaczenia! 🙂

Jeżeli podoba Ci się to co piszę (albo Ci się nie podoba, ale jesteś ciekawy/a co jeszcze wymyślę), śledź moją stronę na Facebooku lub obserwuj mnie na Instagramie 🙂


PS: Mimo że jestem otwarta na wszelkie odkrycia i chłonę wiedzę z różnych źródeł, nigdy nie traktuję każdej nowej informacji jako prawdy absolutnej i Ty też tak nie rób. Wszystkie materiały zawarte na tym blogu mają charakter jedynie informacyjny i edukacyjny, są wyrazem mojej (Autora) aktualnej wiedzy oraz/lub poglądów, nie stanowią i nie zastępują porady lekarza, dietetyka bądź terapeuty. Autor (czyli ja) nie ponosi odpowiedzialności wynikającej z niewłaściwego zastosowania treści zamieszczonych na blogu.

PSS: Żaden utwór zamieszczony na tym blogu nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób, na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie – bez mojej (Autora) zgody. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa (bez mojej zgody) jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie (i będzie, obiecuję ;-)).

Reklamy

4 Comments Add yours

  1. Agata pisze:

    Gdzieś wyczytałam, że nie powinno się spożywać pestek granata, tzn tych nasion wewnątrz pestek…ale nie wiem dlaczego.

    Lubię to

    1. Dietoterapia pisze:

      Witam Cię na moim blogu 🙂

      Szczerze mówiąc, o granacie słyszałam i czytałam same pozytywy. Jedyne, co może wywoływać ewentualne skutki uboczne to niewłaściwie stosowany wywar z kory lub korzeni. O nasionach póki co nie słyszałam, aby były szkodliwe, co nie znaczy oczywiście, że to nieprawda :-). Jak tylko wpadnie mi w oko informacja na ten temat, natychmiast się podzielę :-).

      Pozdrawiam

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s